Jakiś tydzień po przyjeździe z Warszawy dzwoni mój telefon, wyświetlił mi się "lekarz dyżurny CZD". Ładnie mnie wystraszyli. Ale informacja okazała się nie taka straszna, to lekarz prowadzący poinformował mnie, że kiedy przebywaliśmy na oddziale onkologii panowała tam ospa. W związku z tym Jasiek może zachorować nawet do 9 maja. Od razu pomyślałam, że Jasiek żadnej ospy nie ma i tego się trzymam do tej pory chociaż jeszcze brakuje jakieś 7 dni do wymienionego terminu.
| Mamuszko-babuszka w domu to skarb :) |
GIETRZWAŁD
Tak jak obiecałam wcześniej zdaję relację z wyprawy w wyjątkowe i ważne dla nas miejsce. Gietrzwałd to wioska położona w pobliżu Olsztyna mieści się tam Sanktuarium Maryjne. W 1887 roku na przykościelnym klonie objawiła się tam, dwóm dziewczynkom Matka Boska. W Bazylice Narodzenia Najświętszej Marii Panny znajduje się Cudowny Obraz Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej. W pobliżu też płynie źródełko pobłogosławione przez Matkę Boską, dające uzdrowienie chorym.
Złożyliśmy tam nasze prośby i podziękowania.Jasiek skosztował wody prosto ze źródełka. W niedzielę o godzinie 18 odbyła się msza między innymi w intencji uzdrowienia Jasia i daru życia dla niego. Był to wyjątkowy dzień również ze względu na kanonizacje papieża Jana Pawła II i Jana XXIII. Niestety na wieczornej mszy nie mogliśmy już być, ponieważ musieliśmy zgłosić się w Warszawie na izbie przyjęć. Tutaj chciałabym podziękować moim rodzicom, którzy przyjechali do Gietrzwałdu, żeby w tej mszy uczestniczyć.
WARSZAWA
Około godziny 18 pojawiliśmy się w izbie przyjęć, ku naszemu zaskoczeniu nie było tam ani jednego dziecka. Jasiek od razu został zważony i zmierzony (przybrało mu się prawie pół kilograma i doszedł dodatkowy centymetr). Przyszła pani lekarz i standardowo pytała czy dziecko miało kontakt z chorobami zakaźnymi. Moja odruchowa odpowiedź była przecząca. Ale kiedy usłyszałam "różyczka, świnka, ospa.." zapaliła mi się lampka i przypomniał mi się telefon z onkologii - kontakt z ospą. No i pojawił się problem. Lekarz stwierdził, że będziemy musieli być na okulistyce w izolacji, że nie będzie łatwo, ale wszyscy muszą sobie poradzić. Po chwili jednak doszła do wniosku, że nie może nas wpuścić na okulistykę, bo na tym samym piętrze znajduje się oddział kardiologii i byłoby to zbyt dużym zagrożeniem. Wspomniałam wtedy, że możemy przebywać z Jasiem w hotelu, który znajduje się przy CZD. Wszystko musiało być skonsultowane z onkologią, kolejny pomysł był taki, że Jasiu będzie położony właśnie na onkologii, ponieważ jest tam więcej dzieci, które miały kontakt z ospą. I tu Tomek stanowczo powiedział, że nie chcemy być na onkologii i ochrona innych dzieci kosztem naszego synka jest nie w porządku. Tak na prawdę nikt nie wie czy Jasiek się zaraził, a przebywanie z innymi skontaktowanymi dziećmi zwiększyłoby wielokrotnie ryzyko zachorowania. Po ostatnim już telefonie zapadła decyzja o wysłaniu nas do hotelu, oczywiście nie mieliśmy ruszać się z pokoju. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że ta decyzja nam się nie podobała. Rano jedno z rodziców miało pojawić się w celu ustalenia dalszych kroków. I tak następnego dnia na badanie krwi Tomek podawał mi Janka przez okno, żeby nie było kontaktu z dziećmi na korytarzu. Wszystko odbyło się bez oczekiwania i mogliśmy wrócić do hotelu i oczekiwać na badanie dna oka do następnego ranka. Pamiętając o tym, że od godziny 5 Jasiu musi być na czczo. Oj było ciężko, ale wydaje mi się, że w szpitalu byłoby gorzej... Rano przed badaniem, oczka zakraplałam Malczykowi ja, Tomek trzymał Jaśka i jakoś nam się to udało. Przed salą gdzie odbyło się badanie mieliśmy pojawić się około 11. Tam Janek miał zakroplone oczka po raz czwarty i pozostało już tylko oczekiwanie. Sam zainteresowany zasnął. Tym razem bałam się chyba bardziej niż przed pierwszym badaniem. Po pierwsze nie wiedziałam co usłyszymy , a po drugie poprzedniego wieczora natknęłam się w telefonie na zdjęcie, na którym wydawało mi się, że widać coś w drugim oczku. Rozmowa po badaniu była krótka. Lekarz powiedział, że nie widzi żadnych zmian wszystko stoi w miejscu. Pozostaje decyzja onkologii co do podania lub nie podania kolejnych dwóch chemii. Kiedy Jasiu doszedł do siebie, wybudził się, wróciliśmy do hotelu. Nadal nie wiedzieliśmy co dalej. Malczyk najadł się i zasnął, a Tomek wybrał się na onkologię. Poziom stresu wzrastał szczególnie, że Tomek wrócił i powiedział, że decyzje będą podjęte o godzinie 15, a być może, że dopiero następnego dnia.
![]() | |
| nasza izolacja |
Przed kolejnym wyjściem Tomka nasz malutki znowu zasnął. A ja modliłam się, żeby decyzja, którą podejmą lekarze była właściwa. Jednak zakończenie chemii było naszym cichym marzeniem. Kiedy Tomek wrócił, trzymałam w rękach różaniec, a jak na wejściu powiedział "Jedziemy do domu!!!" to się rozpłakałam...Czekaliśmy na ten moment...Powiem szczerze, że są to mieszane uczucia z jednej strony radość, że Jasiu nie będzie musiał znosić kolejnej chemii a z drugiej obawa o to co będzie dalej czy leczenie przyniesie oczekiwany skutek...Kontrola już niebawem bo 27 maja...Z racji tego, że nie udało się przygotować wypisu czekaliśmy na niego do następnego dnia. Nie zmarnowaliśmy tego dnia, bo Tomuś zrobił nam niespodziankę zabrał nas na wycieczkę i powiedział, że wywozi nas do domu :) Taki żarcik , ale do Czerska dotarliśmy...:)
Po godzinie 10 szliśmy w trójkę do szpitala, bo Jasiek musiał być jeszcze zbadany przed wyjazdem. Będąc na 7 piętrze myślałam o tym, że nie chcę, żeby kiedykolwiek mój synek musiał tam wrócić...Jesteśmy bardzo wdzięczni ostatniemu lekarzowi prowadzącemu Jasia za zaangażowanie w swoją pracę...
![]() |
| w drodze na badanie przed wyjazdem |
![]() | |
| w drodze do domu |
Około godziny 17 dotarliśmy do domku, czekali na nas moi rodzice, a po chwili pojawiły się też ciotki Lenczi i Basia z wujkiem Krzysiem i małą Elizką :) tak nas ładnie wszyscy przywitali... Drudzy dziadkowie również nie zapomnieli o naszym małym Bohaterze :)
Strach towarzyszył będzie nam już zawsze, jednak teraz jest szczególnie intensywny...Teraz musimy modlić się dwa razy bardziej, żeby wszystko zostało tak jak jest, żeby nic się nie odrodziło. Ale wierzymy, że Bóg nam pomoże...I tutaj prośba do ludzi czytających bloga, jeśli tylko macie taką możliwość to proszę włączcie się w modlitwę...Potrzebuje jej też kolega Jasia Oliwierek i jego rodzice, tutaj możecie dowiedzieć się co u niego : https://www.facebook.com/PomocDlaOliwiera?fref=ts
Malczykowi od kilkunastu dni odrastają włoski, również wyniki krwi są dobre i już od jakiegoś czasu białe krwinki się odbudowują :) Ktoś mógłby powiedzieć, że cieszymy się na wyrost, ale to nie do końca jest tak, bo cały czas zdajemy sobie sprawę z zagrożenia i wiemy, że to nie koniec walki.
Dominik [*] Miłoszek [*]
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz